fot. punktpotrojny.blogspot.comMogliśmy już wtedy mówić na głos. Mogliśmy mówić pełnym głosem, choć głos ten jeszcze nie miał pełni swoich możliwości. Niczym powstańcy w ostatniej godzinie przed ostatecznym zrywem, szczujący dyskretnie wroga chodzący w niedopiętych marynarkach, spod których połyskiwały rękojeści zdobycznych pistoletów, taki sygnał przed wielkim krokiem wprzód, przy czym owe "wprzód" miało przynieść niekreśloną bliżej konsekwencję, taki krok na nieznany bliżej grunt...

Kategoria: Felietony
czwartek, styczeń 23, 2020