Członkowie Stowarzyszenia Turystyki Rekreacyjnej „Bog-Tur” 14 lutego 2026 roku wyruszyli na wyjątkowy, walentynkowy rajd w serce zimowych Karkonoszy. Celem naszej wędrówki było jedno z najpiękniej położonych schronisk w polskich górach – Schronisko Samotnia, ukryte nad brzegiem Małego Stawu, w otoczeniu majestatycznych zboczy i surowej, zimowej przyrody.
Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy przy Świątyni Wang, skąd szlak prowadził przez ośnieżone polany i gęsty, świerkowy las. Drzewa były pokryte grubą warstwą szadzi i lodu, a ich gałęzie uginały się pod ciężarem zimowego pancerza. Każdemu krokowi towarzyszył charakterystyczny skrzyp śniegu pod butami, a powietrze było rześkie, czyste i przesycone górską ciszą. Zima ukazała tu swoje prawdziwe oblicze – surowe, ale jednocześnie niezwykle piękne.
Po dotarciu do schroniska mogliśmy podziwiać skute lodem wody Małego Stawu. Jego powierzchnia przypominała ogromne, matowe lustro, w którym odbijały się ośnieżone zbocza i skalne ściany. Zamknięty zimowy szlak biegnący powyżej zbiornika podkreślał potęgę natury i przypominał, że w górach to przyroda wyznacza granice. Po krótkim odpoczynku część grupy wyruszyła wyżej, do Strzechy Akademickiej. Podejście wynagrodziło nas kolejnymi widokami: ośnieżone kotły polodowcowe, zamarznięte potoki i niekończące się przestrzenie białych grzbietów tworzyły krajobraz jak z bajki.
Wieczór spędziliśmy w schronisku Samotnia, gdzie w radosnej atmosferze świętowaliśmy Walentynki, dzieląc się wspomnieniami i planami kolejnych wypraw. Następnego dnia wyruszyliśmy w dalszą drogę w kierunku Luční bouda, a następnie czerwonym szlakiem do Špindlerůvego Mlýnu.
Początkowo warunki były wymagające – niska temperatura i silny wiatr potęgowały uczucie chłodu, a zmrożony śnieg na trawersach wymagał ostrożności i koncentracji. W niektórych miejscach oblodzona ścieżka i strome zbocza podnosiły poziom adrenaliny, przypominając o potędze i nieprzewidywalności gór. Z czasem jednak pogoda wynagrodziła nasze wysiłki. Pojawiło się tak zwane „okienko pogodowe” – wiatr ucichł, a zza chmur zaczęło przebijać się słońce. Oświetlone jego promieniami drzewa i krzewy pokryte lodem wyglądały jak kryształowe rzeźby. Każdy widział w nich coś innego: fantastyczne postacie, zwierzęta czy bajkowe kształty. Był to moment, w którym góry pokazały swoją najbardziej magiczną, niemal nierealną stronę.
Karkonoska zima zachwyciła nas swoją dzikością, ciszą i niezwykłym pięknem. Surowe warunki, zmienne światło i monumentalne krajobrazy sprawiły, że ta walentynkowa wędrówka na długo pozostanie w naszej pamięci. Już dziś planujemy kolejne wyprawy, bo góry zimą mają w sobie coś wyjątkowego – uczą pokory, dają siłę i pozostawiają wspomnienia, które zostają z nami na całe życie.
Relacja: Barbara Otrociuk
Zdjęcia: Marzena Drozdowska, Ela Kalwasińska, Ewa Szantyka, Adam Piątek i uczestnicy rajdu.