Przez niemal siedem dekad 368 hektarów ziemi pozostawało kością niezgody w relacjach polsko-czeskich. Po poniedziałkowym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych w Warszawie wydaje się, że znaleziono rozwiązanie: historyczny dług terytorialny ma zostać „spłacony” nie ziemią, a wspólnym bezpieczeństwem hydrologicznym. W przeszłości były rozważania o czeskiej ziemi w okolicy Bogatyni.

Fot. archiwum 

Kwestia długu terytorialnego to pokłosie umowy z 1958 roku. Wówczas, w celu uproszczenia i skrócenia linii granicznej o ok. 80 kilometrów, dokonano wymiany gruntów. Bilans okazał się jednak niekorzystny dla Polski – ówczesna Czechosłowacja przejęła o 368 hektarów więcej, niż oddała. Od 1992 roku Warszawa regularnie upominała się o zwrot tej nadwyżki, co przez lata było tematem dziesiątek spotkań na szczeblu ministerialnym. O sprawie poinformowała czeska telewizja publiczna.

Podczas konferencji prasowej po spotkaniu z Radosławem Sikorskim, czeski minister spraw zagranicznych Petr Macinka ogłosił przełom, który odchodzi od tradycyjnego postrzegania suwerenności terytorialnej na rzecz pragmatyzmu.

„Po dzisiejszym dniu ta sytuacja wyraźnie się przesunęła. Nie będzie to jakaś terytorialna ani finansowa rekompensata, ale przeciwnie – rozmawiamy o tym, że rozwiążemy ten spór wspólnym projektem (...) w obszarze ochrony przeciwpowodziowej” – zadeklarował Macinka.

Choć szczegóły techniczne nie zostały jeszcze ujawnione, propozycja zakłada, że Czechy sfinansują lub zrealizują inwestycje (prawdopodobnie zbiorniki retencyjne lub systemy ostrzegawcze), które bezpośrednio zabezpieczą polskie miejscowości przygraniczne przed zalewaniem. Taka forma „spłaty” miałaby być korzystniejsza dla obu stron niż żmudne wytyczanie nowej granicy w trudnym, górskim terenie.

Dla przypomnienia: Polska przez lata oczekiwała fizycznego zwrotu ziemi. W 2005 roku rząd Czech zaoferował rekompensatę finansową, którą Warszawa odrzuciła, stojąc na stanowisku, że „ziemię oddaje się ziemią”. Późniejsze próby wytypowania konkretnych działek do zwrotu budziły jednak protesty czeskich gmin i mieszkańców, którzy nie chcieli nagle znaleźć się po drugiej stronie granicy.

Według czeskich mediów Radosław Sikorski, mimo niedawnych ostrych sporów światopoglądowych z Macinką (m.in. na konferencji w Monachium), przyjął propozycję z otwartością. Polski minister liczy, że zamknięcie tego rozdziału pozwoli Czechom skupić się na roli mediatora wewnątrz Grupy Wyszehradzkiej, zwłaszcza w obliczu narastającego konfliktu między Warszawą a Budapesztem.

Macinka potwierdził, że Praga chce być „łącznikiem” w V4.

„W naszym interesie jest widzieć grupę wyszehradzką funkcjonującą” – podkreślił czeski minister, dodając, że uregulowanie długu terytorialnego pozwoli „obciąć ostre krawędzie” we wzajemnych relacjach.

Choć „eurorealistyczne” podejście Macinki i proeuropejski kurs Sikorskiego nadal dzieli przepaść ideologiczna, wspólna walka z żywiołem wody może stać się fundamentem nowego otwarcia w stosunkach polsko-czeskich.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.