Jeśli ktoś myślał, że granice polsko-niemieckie widziały już wszystko, to czwartkowa noc w Ludwigsdorfie udowodniła, że wyobraźnia złodziei i zbiegi okoliczności wciąż potrafią zaskoczyć nawet najbardziej znudzonych mundurowych.
Granda, owczarek niemiecki z Polski porzucony w Polsce podczas drogi do Niemiec, fot. Policja Saksońska
Wszystko zaczęło się od Audi A6, które – jak na ironię – zamiast uciekać z Niemiec do Polski, postanowiło wykonać patriotyczny manewr powrotny do ojczyzny swoich konstruktorów. Za kierownicą siedział 33-letni rodak, który najwyraźniej uznał, że przepisy drogowe to jedynie sugestie.
Kiedy funkcjonariusze Bundespolizei podeszli do auta, uderzyła ich woń, która nie pochodziła bynajmniej z choinki zapachowej o aromacie sosny. Kierowca „wydmuchał” 0,38 promila. Tutaj pojawia się pierwsza wielka zagadka polsko-niemiecka tego śledztwa: czy alkohol w organizmie Polaka był polski, czy może już niemiecki? Tego alkomat nie rozstrzygnął, ale jedno jest pewne – 33-latek nie posiadał prawa jazdy, co dla policjantów było sygnałem, że coś tu śmierdzi bardziej niż wspomniany trunek.
Szybki rzut oka w bazę danych potwierdził przypuszczenia: Audi zostało skradzione w Polsce i było poszukiwane listem gończym. Złodziej najwyraźniej uznał, że najlepszym miejscem na ukrycie kradzionego niemieckiego auta będzie... terytorium Niemiec.
Granda na gigancie: Polski owczarek na niemieckim moście
Gdy emocje po zatrzymaniu Audi opadły, na scenę (a konkretnie na Most Staromiejski w Zgorzelcu) wkroczył kolejny bohater. O godzinie 2:35 w nocy prosto w ramiona policjantów wbiegła merdająca ogonem, 10-letnia suczka.
Choć rasa była rdzennie niemiecka – owczarek niemiecki – to serce i chip wskazywały na polskie pochodzenie. Granda, bo tak wabiła się dama, nie miała smyczy, za to miała mnóstwo wdzięku. Szybkie śledztwo wykazało, że suczka była „pasażerką na gapę” w skradzionym Audi. Prawdopodobnie złodzieje, przerażeni obecnością czujnego (choć uroczo ufnego) świadka, postanowili „wysadzić” ją w Zgorzelcu.
Suczka postanowiła wziąć sprawy w swoje łapy i samodzielnie sforsować granicę pieszo.
Piątkowe popołudnie przyniosło happy end, którego nie powstydziłby się żaden scenarzysta. Prawowity właściciel Audi – Polak, który stracił auto w ojczyźnie – musiał udać się do Niemiec, by odebrać mienie i... psa, owczarka niemieckiego.
Bilans akcji to samochód.niemieckiej produkcji, skradziony w Polsce, a odnaleziony w Niemczech. Pies: niemiecki (z rasy), polski (z zameldowania), znaleziony na moście polsko-niemieckim.
Kierowca: Polak, bez prawa jazdy, z międzynarodową dawką alkoholu we krwi i widmem odsiadki.
Granda, która zdążyła już zostać maskotką komisariatu w Görlitz, wróciła do domu. Mamy nadzieję, że następnym razem wybierze się za granicę z ważnym paszportem i bez udziału paserów.