Przez lata to ona była filarem dla innych – jako nauczycielka, instruktorka harcerska i mama zastępcza dla ośmiorga dzieci. Dziś Agnieszka Olejnik sama potrzebuje ratunku. Diagnoza to struniak, rzadki nowotwór kości. Szansą na życie bez kalectwa jest terapia jonami węgla w Austrii, na którą trwa dramatyczna walka o fundusze.
Agnieszka z rodziną, fot. archiwum prywatne
Marzec przyniósł wiadomość, która zburzyła spokój rodziny pani Agnieszki. Diagnoza: struniak (chordoma). Nowotwór niezwykle podstępny i rzadki, dotykający zaledwie jedną osobę na milion. W ciele 39-latki urósł potężny przeciwnik – guz o wymiarach 10x10x8 cm, który osadził się na kości krzyżowej i w miednicy.
Agnieszka Olejnik to osoba, która o pomaganiu wie wszystko. Jako instruktorka ZHP i nauczycielka kształtowała młode pokolenia. Od dekady wraz z mężem tworzy rodzinę zastępczą, dając bezpieczny dom dzieciom, które los ciężko doświadczył. Przez ich serce i dom przeszło już ośmioro podopiecznych.
Jednak jej największym osobistym cudem jest 3-letnia córeczka. – To o nią walczyłam 12 długich lat. Dziś to Ona jest powodem, dla którego nie mogę się poddać, choć przeciwnik jest przerażający – wyznaje Agnieszka.
W Polsce lekarze zaproponowali rozwiązanie radykalne: całkowitą resekcję kości krzyżowej. Choć operacja mogłaby usunąć nowotwór, cena za życie byłaby ogromna. – Cena za życie? Dożywotnie cewnikowanie, stomia, chroniczny ból i niepełnosprawność – mówi ze smutkiem kobieta.
Nadzieja przyszła z Austrii, z kliniki, w której pracuje profesor Fossati. Zaproponował on terapię jonami węgla – technologię dostępną jedynie w sześciu ośrodkach na świecie. Pozwala ona niszczyć nowotwór z milimetrową precyzją, chroniąc nerwy i funkcje neurologiczne. Słowa profesora: „Musimy zabić guza, zanim on zabije Ciebie”, stały się dla Agnieszki sygnałem do walki. Została już zakwalifikowana do leczenia, które mogłoby ruszyć niemal natychmiast.
Agnieszka nie marzy o dalekich podróżach czy luksusach. Jej cele są wzruszająco proste i ludzkie. – Proszę o możliwość nauczenia mojej córki jazdy na rowerze. Proszę o to, bym mogła za nią pobiec (...). Chcę jeszcze kiedyś iść z nią w moje ukochane Sudety – wylicza. Chce być sprawną mamą, a nie „pacjentką uwięzioną we własnym ciele”.
Barierą są jednak pieniądze. Koszt terapii i leczenia za granicą oszacowano na 500 000 złotych. To kwota nieosiągalna dla rodziny zastępczej.
Zbiórka na portalu Pomagam.pl ruszyła błyskawicznie. W ciągu zaledwie jednej doby ponad 100 osób wpłaciło pierwsze 11 tysięcy złotych. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb.
– Całe życie pomagałam innym, budując bezpieczny dom dla skrzywdzonych dzieci. Dziś to ja, z pokorą i nadzieją, proszę o pomoc Was – apeluje Agnieszka. Każda złotówka i każde udostępnienie zbiórki „Aga kontra struniak!” to dla niej krok dalej od widma kalectwa i szansa na wspólne jutro z córeczką.
Wpłat można dokonywać bezpośrednio na stronie zbiórki: www.pomagam.pl/h3yk44. Liczy się każda pomoc – aby dobro, które Agnieszka dawała innym przez lata, teraz wróciło do niej ze zdwojoną siłą.