Miał być przełom w lokalnej energetyce i nowoczesny „demonstrator ciepła”, jest strach przed odorem, dziesiątkami ciężarówek z odpadami i brakiem transparentności. Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Bogatyni pokazała, że planowana budowa biogazowni podzieliła miasto. – „Ktoś wziął mapę i rysował cyrklem okręgi, byle nie trafić w budynki” – mówi radna Agnieszka Sałata-Niemiec.

Archiwalna sesja Rady Miejskiej, fot. eSeja.pl

Choć oficjalnie odnawialne źródła energii (OZE) kojarzą się z nowoczesnością, w Bogatyni budzą one coraz większy opór. Wszystko przez planowaną instalację, która ma przetwarzać astronomiczne ilości biomasy. Według przedstawiciela inwestora, instalacja ma przerabiać do 170 tysięcy ton odpadów rocznie.

Inwestor, konsorcjum oparte na kapitale wrocławskim, zapewnia o „pełnej otwartości komunikacyjnej”. Jednak rzeczywistość, którą opisują radni, wygląda zgoła inaczej.

– Odbyło się tylko jedno spotkanie, 5 czerwca zeszłego roku. Było nas pięcioro. Obiecywano szerokie konsultacje z mieszkańcami, których do dziś nie było – wyliczała radna Agnieszka Sałata-Niemiec podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej.

Najmocniejszym argumentem przeciwników inwestycji jest fakt, że technologia, która ma trafić do Bogatyni, jest unikalna na skalę europejską. Dla inwestora to atut, dla mieszkańców – ogromne ryzyko.

– Tego typu biogazowni nie ma w całej Europie. Nie ma obiektu, który można by zbadać, by rzetelnie ocenić wpływ na środowisko – alarmowała radna Sałata-Niemiec, przypominając, że podobny projekt w Oławie został wstrzymany przez Sanepid. Tam odległość od zabudowań wynosiła 350 metrów, w Bogatyni ma to być 700 metrów. Tymczasem zalecenia ochrony środowiska mówią o bezpiecznym dystansie 1500 metrów.

Podczas sesji radni opozycji, m.in. nie szczędzili pytań.

Jerzy Wiśniewski ostro kwestionował wiarygodność inwestora, przypominając o wcześniejszych, niespełnionych obietnicach dotyczących nowych miejsc pracy i wpływów do budżetu.

Dominik Zawada drążył temat pochodzenia odpadów. Obawy dotyczą głównie transportu – szacuje się, że do miasta może wjeżdżać nawet 24 ciężarówki dziennie wypełnione odpadami odzwierzęcymi.

Piotr Kawecki zauważył, że radni zostali „uśpieni” informacją, iż firma nie dostała środków z KPO, co sugerowało rezygnację z projektu. Tymczasem procedury administracyjne toczyły się dalej za plecami opinii publicznej.

Do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO) wpłynęły już oficjalne odwołania. Głównym zarzutem jest brak rzetelnego poinformowania społeczeństwa o skali i uciążliwościach inwestycji.

Inwestor broni projektu, nazywając go „demonstratorem energii”, który ma przynieść korzyści energetyczne regionowi. Jednak po ostatniej sesji jedno jest pewne: zaufanie mieszkańców zostało nadwyrężone, a walka o to, co będzie wjeżdżać ciężarówkami do Bogatyni, dopiero się zaczyna.

Więcej o planowanej biogazowni w Bogatyni pisaliśmy w artykułach pod linkiem

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.