W obliczu XVIII Obchodów Dni Pamięci o Ofiarach Holokaustu, oczy mieszkańców pogranicza polsko-niemiecko-czeskiego zwróciły się ku miejscom, które przez lata spowite były mgłą tajemnicy i mitów. Podczas gdy świat oddaje hołd ofiarom nazistowskich zbrodni w rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, w regionie Zittau i Sieniawki refleksja ta zyskuje szczególny, lokalny wymiar. Symbolem tragicznych losów robotników przymusowych i więźniów stały się ruiny dawnego koncernu zbrojeniowego Zittwerke.
Mechanizm nieludzkiej pracy, fot. archiwum
Historia Zittwerke AG, działającej jako firma-przykrywka dla giganta lotniczego Junkers, to kronika desperackiej próby ratowania rzeszy przed klęską militarną kosztem tysięcy ludzkich istnień. W 1944 roku, w obliczu nasilających się bombardowań alianckich, produkcję silników odrzutowych Jumo 004 do nowoczesnych myśliwców Me 262 przeniesiono m.in. do dawnych koszar w Kleinschönau (dzisiejsza Sieniawka).
To tutaj, w cieniu „mitu Zittwerke”, tysiące osób zostało poddanych rygorowi pracy ponad siły. Dokumenty historyczne wskazują, że w szczytowym momencie, na początku 1945 roku, dla koncernu pracowało ponad 10 tysięcy osób. Wśród nich znajdowali się więźniowie obozów koncentracyjnych, m.in. z filii KL Gross-Rosen, jeńcy wojenni z Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckiego i Włoch, a także cywilni robotnicy przymusowi z całej Europy.
Dzięki staraniom historyków i badaczy, dziś, w 2026 roku, ofiary te przestają być anonimowymi numerami. Jednym z najbardziej poruszających świadectw jest pamiętnik Marii-Elizabeth Pouwels, holenderskiej robotnicy przymusowej, która opisała nieludzkie warunki panujące w blokach mieszkalnych. Jej relacje o przepełnionych salach, w których na jednym piętrze stłoczonych było nawet 300 kobiet, oraz o wszechobecnym głodzie i zimnie, stanowią bolesny kontrast dla propagandowych wizji „bezpiecznych” zakładów produkcyjnych.
W regionie wciąż żywe są legendy o podziemnych kompleksach i rzekomych eksperymentach, jednak dzisiejsze obchody kładą nacisk na fakty. Badacze podkreślają, że prawdziwym dramatem Zittwerke nie były ukryte tunele, lecz systematyczne wyniszczanie ludzi poprzez pracę.
Dla mieszkańców dzisiejszej Sieniawki i Zittau, 27 stycznia to nie tylko data w kalendarzu, ale przypomnienie, że ruiny, które mijają na co dzień, były kiedyś miejscem kaźni ludzi różnych narodowości. Tegoroczne uroczystości pod hasłem pamięci o ofiarach Holokaustu i nazizmu są wyrazem hołdu dla tych, którzy nie doczekali wolności, oraz ostrzeżeniem przed zapomnieniem, które pozwala mitom przysłonić prawdę o ludzkim cierpieniu.