Proces byłego burmistrza Andrzeja G. Przebiega trochę jak słynna książka autora zza miedzy Franza Kafki. Pełno jest absurdu i niepojętych okoliczności. Napisała o tym Gazeta Wyborcza w tekście "Proces o korupcję pisowskiego burmistrza. Zamiast wyroku będzie nowy sędzia".
Historia jest tak absurdalna, że gdyby nie pisała o niej "Gazeta Wyborcza", można by ją wziąć za scenariusz do słabej komedii biurokratycznej. Mowa o procesie korupcyjnym, który trwa już kilka lat, a jego największym wrogiem okazuje się... pech w losowaniu i widmo transferów sędziowskich. Byli samorządowcy z burmistrzem Andrzejem G. miele zasiąść na ławie oskarżonych, ale proces wciąż nie może się na dobre rozpocząć.
Sprawa jest poważna – chodzi o oskarżenia wobec byłych notabli samorządowych, którzy rzekomo zamienili korzystne decyzje na gotówkę w kwocie bliskiej milionowi złotych. Ale powaga ustępuje miejsca rozbawieniu, gdy śledzimy losy procesu opisane w Gazecie Wyborczej.
Pierwszy sędzia, wylosowany do prowadzenia sprawy, odszedł z pracy. W jego zastępstwie wylosowana zostala sędzina numer dwa.
Ta z kolei, tuż przed rozpoczęciem rozpraw, podjęła decyzję o zmianie lokalizacji, odeszłam do sądu 100 kilometrów dalej od Zgorzelca. Co prawda rozpoczęła proces i nawet sędzina sprowadziła na salę świadka koronnego (którego ponoć tak pilnowano, że musieli wynająć salę we wrocławskim sądzie). Sędzina w nowej pracy nie miała dostępu do akt elektronicznych i zwolniono ja z konieczności dokończenia procesu. Teraz jest oczekiwanie na losowanie nr 3.
Może się okazać, że wszystkie przesłuchania, w tym zeznania świadka koronnego, pójdą w zapomnienie i będą musiały zostać powtórzone.
Miejmy nadzieję, że trzeci sędzia wylosowany do tej sprawy nie planuje rychłego urlopu ani nie czeka na niego awans, bo inaczej obawiamy się, że wyrok zapadnie w Bogatyni w roku 2050, o ile do tego czasu akta nie zjedzą myszy, albo zarzuty się nie przedawnią...
Cały artykuł: Proces o korupcję pisowskiego burmistrza. Zamiast wyroku będzie nowy sędzia