Porajów/Kopaczów – To, co wydarzyło się w niedzielne popołudnie, 31 sierpnia 2025 roku, na boisku w Porajowie, na długo pozostanie w pamięci kibiców. Mecz V grupy jeleniogórskiej B klasy pomiędzy miejscowymi Zjednoczonymi a Jaśnicą Opolno-Zdrój zakończył się nieprawdopodobnym remisem 5-5. Wynik, który przywodzi na myśl raczej mecze hokejowe, był jednak tylko tłem dla kuriozalnej końcówki, w której główną rolę odegrał sędzia główny, przedłużając spotkanie o... 22 minuty!
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na gospodarzy. Zjednoczeni, z kompletem punktów po dwóch kolejkach, podejmowali zespół z Opolna, który do tej pory nie zdobył ani jednego "oczka". Początek spotkania zdawał się potwierdzać te przewidywania – Porajów szybko objął prowadzenie i wydawało się, że kontroluje przebieg gry.
Jednak już kilka minut później kibice przecierali oczy ze zdumienia. Po niefortunnej interwencji bramkarza gospodarzy, który krzyknął "moja!", a następnie tak niefortunnie wypiąstkował piłkę, że ta lobem wpadła mu za kołnierz, goście doprowadzili do wyrównania. Gol samobójczy, który z pewnością będzie kandydował do miana kuriozum sezonu, nie podłamał jednak Zjednoczonych. Jeszcze przed przerwą zdołali oni zdobyć dwie bramki i na tablicy wyników widniał rezultat 3-1.
Wydawało się, że mecz wrócił na właściwe tory. Niestety, tuż przed końcem pierwszej połowy, kolejny błąd golkipera Porajowa dał gościom kontakt. Lekki strzał z rzutu wolnego z około 30 metrów, przy złym ustawieniu bramkarza, znalazł drogę do siatki, ustalając wynik do przerwy na 3-2.
Druga połowa, rozgrywana w dusznym upale, była szarpana i pełna niedokładności z obu stron. Zmęczenie dawało się we znaki zawodnikom, co prowadziło do licznych błędów. Taki stan rzeczy wykorzystali goście, którzy po akcji sam na sam doprowadzili do wyrównania na 3-3.
Miejscowi ponownie ruszyli do ataku i po raz kolejny wyszli na prowadzenie. Jednak radość nie trwała długo – seria błędów w obronie sprawiła, że Jaśnica znów wyrównała. Gdy na zegarze zbliżała się 90. minuta i wydawało się, że emocjonujący, choć pełen pomyłek mecz zakończy się podziałem punktów przy wyniku 4-4, do akcji wkroczył arbiter główny.
Ku zdumieniu wszystkich – zawodników, sztabów i blisko 115-osobowej publiczności – sędzia przedłużył spotkanie o ponad 20 minut. Trudno znaleźć uzasadnienie dla tak długiego doliczonego czasu gry. Krótka przerwa na wodę, trwająca kilkadziesiąt sekund, z pewnością nie mogła być podstawą do takiej decyzji.
W tej absurdalnie długiej dogrywce Zjednoczeni, nadludzkim wysiłkiem, zdobyli się na jeszcze jeden zryw. W akcji godnej filmowego scenariusza ojciec, Zdzisław, dograł piłkę do syna, Ksawerego, a ten fenomenalnymi nożycami umieścił ją w siatce, wywołując eksplozję radości na trybunach.
To jednak nie był koniec. Mimo upływu czasu, sędzia nie kończył meczu. Opolno, walcząc do końca, zdołało po raz kolejny doprowadzić do wyrównania. Dopiero po tej akcji rozbrzmiał ostatni gwizdek. Zawodnicy obu drużyn padli na murawę kompletnie wyczerpani. Nawet goście, dla których remis na terenie lidera był ogromnym sukcesem, nie mieli siły na celebrowanie zdobytego punktu.
Mecz w Porajowie z pewnością przejdzie do historii lokalnej piłki. Nie tylko ze względu na grad bramek i nieoczekiwane zwroty akcji, ale przede wszystkim z powodu kontrowersyjnej i rekordowej decyzji arbitra. Należy jednak oddać szacunek kibicom – znakomita frekwencja na poziomie B klasy pokazuje, jak wielkie jest zapotrzebowanie na lokalny futbol w najlepszym, najbardziej emocjonującym wydaniu.
Fot. I tekst na podstawie: Grounhopper znad granicy https://www.facebook.com/share/1Egu9ie6T3/