Co stanie się z Bogatynią, gdy w 2044 roku – a być może wcześniej – z kominów elektrowni przestanie wydobywać się dym, a gigantyczne koparki zakończą pracę? Choć perspektywa wygaszenia kompleksu Turów budzi niepokój, pojawiają się śmiałe wizje ratunku dla regionu. Jedną z nich jest budowa elektrowni atomowej. „To idealne miejsce” – przekonuje w wywiadzie Cezary Przybylski, wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Dolnośląskiego.

Fot. archiwum 

Kopalnia i Elektrownia Turów to od dekad serce gospodarcze powiatu zgorzeleckiego. Jednak zegar tyka nieubłaganie. Koncesja na wydobycie węgla brunatnego wygasa w 2044 roku, co w praktyce oznacza koniec działalności obecnego kompleksu energetycznego. Przed samorządowcami i rządem stoi gigantyczne wyzwanie: jak zagospodarować teren i, co ważniejsze, jak wykorzystać potencjał tysięcy wykwalifikowanych pracowników?

Zdaniem Cezarego Przybylskiego, odpowiedź jest jedna: energetyka jądrowa. W rozmowie z „Gazetą Wrocławską” samorządowiec podkreśla, że Turów posiada niezbędną infrastrukturę przesyłową oraz unikalny kapitał ludzki, którego nie wolno zmarnować.

– Musimy zrobić wszystko, żeby coś powstało w miejscu Turowa po zaprzestaniu wydobycia. Nikt nie będzie dowoził węgla brunatnego z dużych odległości. To idealne miejsce do tego, żeby powstała tam elektrownia atomowa – twierdzi Przybylski.

Projekt zakłada dwie możliwe lokalizacje na Dolnym Śląsku: okolice KGHM oraz właśnie Bogatynię. W grę wchodzą zarówno duże bloki jądrowe, jak i technologia SMR (małych reaktorów modułowych). Problem w tym, że czas ucieka. Budowa tradycyjnej elektrowni atomowej trwa od 7,5 do 10 lat, co oznacza, że decyzje i pierwsze prace powinny ruszyć niemal natychmiast.

Choć Bogatynia patrzy w stronę atomu, niedaleki Bolesławiec i Świętoszów już teraz przeżywają inwestycyjny boom związany z bezpieczeństwem. Mowa o tzw. Forcie Trump – stałej bazie wojsk amerykańskich, która powstaje w gminie Osiecznica.

Dla mieszkańców regionu, w tym Bogatyni, to nie tylko kwestia obronności, ale przede wszystkim ogromny rynek pracy i szansa na rozwój usług.

Czy wizja atomowej Bogatyni się ziści? Cezary Przybylski zapowiada walkę o ten projekt na szczeblu rządowym. Jak podkreśla, historia polskich inwestycji jądrowych (jak choćby Żarnowiec) uczy pokory, ale dzisiejsza sytuacja geopolityczna i energetyczna nie zostawia wyboru.

Region potrzebuje „nowego Turowa”, by uniknąć gospodarczej zapaści. Jeśli nie będzie to atom, Bogatynia może stać się symbolem trudnej transformacji. Jeśli jednak plan się powiedzie, Dolny Śląsk pozostanie energetycznym sercem Polski na kolejne dekady.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.