Z zewnątrz wyglądamy jak gotowa scenografia do nastrojowego filmu – niestety, coraz częściej jest to film o zmarnowanym potencjale. Ogólnopolskie media znów przyjrzały się Bogatyni, a wnioski, choć ubrane w zachwyty nad architekturą, są dla nas gorzkie. Jak to możliwe, że jedna z najbogatszych gmin w Polsce wciąż straszy ruinami, które powinny być naszą największą dumą?
Bogatynia, zdjęcie z archiwum bogatynia.info.pl
Bogatynia od lat figuruje w rankingach jako jedna z najzamożniejszych gmin w kraju. Bliskość kopalni i elektrowni Turów, strategiczne położenie na styku trzech granic i – co najważniejsze – unikatowa skala zabudowy przysłupowej, powinny czynić z nas turystyczną mekkę Dolnego Śląska. Tymczasem rzeczywistość, którą widzą przyjezdni, daleka jest od ideału.
W całej Polsce zachowało się około 600 domów przysłupowych. Aż 160 z nich znajduje się u nas, w Bogatyni. To skarb na skalę europejską, nasza lokalna tożsamość wykuta w drewnie i kamieniu między XVII a XIX wiekiem. Niestety, dla wielu obserwatorów z zewnątrz, Bogatynia to wciąż „perła w totalnej ruinie”.
Choć od wielkiej powodzi w 2010 roku minęło już 15 lat, rany w tkance miasta wciąż są widoczne. Przypomnijmy: kataklizm uszkodził wtedy blisko 280 zabytkowych obiektów, a wiele z nich bezpowrotnie zniknęło z mapy miasta. I choć cieszą oko wyremontowane budynki przy alei Żytawskiej, jak Dom Zegarmistrza, to wystarczy zejść z głównego szlaku, by poczuć klimat grozy, a nie turystycznej atrakcji.
Dziennikarze ogólnopolskich serwisów architektonicznych (Architektura Murator) zadają bolesne pytanie: skoro gmina jest bogata, to dlaczego turystów jest u nas „jak na lekarstwo”?
Obraz Bogatyni jako „ukrytego skarbu, który wciąż czeka na lepsze czasy”, jest dla nas – mieszkańców – wyjątkowo smutny. Wiemy, że remonty takich obiektów są niezwykle kosztowne i wymagają skomplikowanych prac konserwatorskich, ale czas działa na naszą niekorzyść. Każdy kolejny rok bez dachu, z łuszczącą się farbą i niszczejącą konstrukcją ryglową, przybliża te obiekty do rozbiórki.
Mimo postępującej degradacji wielu miejsc, Bogatynia wciąż potrafi zachwycić kogoś, kto potrafi dostrzec piękno pod warstwą pyłu. Warto przejść się ulicami Główną i Nadrzeczną – gdzie zagęszczenie domów drewnianych wciąż robi wrażenie.
Czy Bogatynia zawsze będzie kojarzona tylko z przemysłem wydobywczym i wspomnieniem wielkiej wody? Czy stać nas na to, by pozwolić tym domom po prostu zniknąć?
Lokalne perełki przy ul. Żytawskiej pokazują, że się da. Jednak skala potrzeb wciąż przewyższa tempo prac. Jeśli nie znajdziemy sposobu na systemowe ratowanie domów przysłupowych, za kilka lat „scenografia do filmu”, o której piszą media, zamieni się w pusty plac. A wtedy stracimy coś, czego nie kupi się za żadne pieniądze z podatków – naszą duszę i historię.
A Państwa zdaniem, co jest największą przeszkodą w ratowaniu bogatyńskich zabytków? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.
Górska pigułka refleksji przebija z artykułu Doroty Niećko, "To gotowa scenografia do świątecznego filmu...", Architektura Murator (22.12.2025).