W dobie mediów społecznościowych, gdzie kultura transparentności i epatowanie prywatnością osiągnęły apogeum, profil „Ukryta w literach” stanowi intrygujący wyjątek. Autorka z Bogatyni, kryjąca się za pseudonimem, tworzy niezwykle osobistą, nostalgiczną i liryczną poezję, dzieląc się nią z czytelnikami, jednocześnie konsekwentnie chroniąc swoją prywatność. W rozmowie z nami, „Ukryta w literach” opowiada o tym, dlaczego anonimowość jest dla niej formą ochrony i autoterapii, jak lokalny kontekst Bogatyni wpływa na jej twórczość oraz czym jest dla niej prawdziwy sukces artystyczny w świecie zdominowanym przez algorytmy i zasięgi.

Ilustracja przykładowa, grafika komputerowa

Redakcja bogatynia.info.pl: W świecie, w którym media społecznościowe zachęcają do pełnej transparentności, Pani profil ,,Ukryta w literach” stanowi intrygujący wyjątek. Co jest główną siłą napędową Pani decyzji o pozostaniu anonimową? Czy anonimowość pozwala na większą artystyczną swobodę i szczerość w przekazywaniu tych bardzo wrażliwych i lirycznych treści, które Pani tworzy, czy też ma to związek z chęcią oddzielenia życia prywatnego od sfery twórczej?

Ukryta w literach: Pierwsze teksty poetyckie zamieszczałam na swoim prywatnym profilu, na którym czasem publikuję przemyślenia, wydarzenia lub refleksje, które miały lub mają wpływ na mój rozwój osobisty. Zamieszczam tam również sporo zdjęć z wyjazdów, ujęć przyrody, czy znaczących dla mnie momentów z życia. W pewnym momencie stwierdziłam, że poezja powinna mieć swoje miejsce i założyłam profil ,,Ukryta w literach”. Nie jestem zatem w pełni anonimowa, ponieważ niektórzy znajomi są powtarzalni na obu profilach. Fakt jest jednak taki, że nie chcę być transparentna i o to nie zabiegam. ,,Ukryta w literach” przez jakiś czas również nie była publiczna. Zapragnęłam jednak dotrzeć do kogoś nowego, kogoś, kto także tworzy, kto czyta, kto ma podobne spojrzenie na otaczający świat do mojego. Nie myślałam o tym, że anonimowość da mi większą swobodę i szczerość. Jestem osobą, która nazywa rzeczy po imieniu i nie boi się o tym pisać. Niestety, na profilu prywatnym zaniechałam pisania o sobie i o tym, z czym zmagam się w życiu, choć bardzo to lubiłam i traktowałam autoterapeutycznie. Teraz taką rolę pełni ,,Ukryta w literach”.

Mieszkając w Bogatyni, na styku kultur i granic, czy dostrzega Pani, że to konkretne, geograficzne usytuowanie i lokalny kontekst (być może też historia regionu) w jakiś sposób rezonują w Pani poezji? Jakie elementy otoczenia (natura, ludzie, historia miasta) przekładają się na tę nostalgiczną nutę obecną w Pani wierszach?

Mieszkam w tym mieście od 2004 roku. Sprowadziła mnie tu praca, której obecnie już nie wykonuję. Nie wiem dlaczego, ale nigdy nie poczułam się tu jak u siebie. Możliwe, że specyfika mojego funkcjonowania z dala od tłumu, z ogromną potrzebą bezpiecznej przestrzeni wokół i zachowania prywatności, spowodowała, że nie zżyłam się z mieszkańcami ani z miastem. Nawet będąc czynną zawodowo, czułam dyskomfort w sytuacjach, gdy musiałam być zauważalna w środowisku. Jestem outsiderem i obserwatorem. Jestem też osobą, która tęskni do miejsc z czasów dzieciństwa i dorastania, do otaczającej mnie wtedy natury. To właśnie natura mnie inspiruje: wieczna tajemnica odradzania się, pory roku, rośliny, zwierzęta. Czasem odnoszę się do zaobserwowanych wśród ludzi zachowań, szczególnie teraz, gdy ,,lajki" przekładają się na popularność, a pod nią kryje się coś, co jest tak naprawdę mało ważne. Przeraża mnie obłuda, fałsz, łatwość zmiany przekonań, możliwość stania się celebrytą bez zaplecza, szybka droga nobilitacji i zaistnienia, brak refleksji, upadek wartości, prawdy, inteligencji. Nie odbieram nikomu prawa do spełniania się w różnych płaszczyznach, ale jest to teraz tak proste, że w zasadzie każdy może stać się gwiazdą. Jeśli jest to tożsame z pokorą, skromnością, wrażliwością, empatią i wnosi wartość do życia swojego lub innych. O tym też są moje teksty. Nie używam nazwy ,,wiersze”, bo nie czuję się poetką, choć używam określenia ,,poezja”. Nostalgia w niej wynika z mego wnętrza, z duszy, z trudnych życiowych chwil, z tęsknoty za prawdą i prawdziwym człowiekiem, z doświadczeń, ze smutków i z radości.

Pani teksty są często określane jako liryczne i nostalgiczne. Czy istnieje jakiś konkretny moment, emocja, bodziec, który najczęściej inicjuje proces pisania? Czy to jest raczej spontaniczne ,,złapanie myśli”, czy może celowe poszukiwanie i przetwarzanie pewnych, z góry określonych, uniwersalnych tematów (miłość, przemijanie, samotność), które szczególnie Panią poruszają?

Piszę najczęściej pod wpływem zasmucenia sobą, kimś lub czymś. Obniżony nastrój, przeżywanie zdarzenia, czasem jakiegoś słowa, zdania – to taki start do pojawienia się tekstu. Bywa jednak tak, że podczas pisania myśl się rozmywa, a intuicja podpowiada mi, że tak jest lepiej, że powinnam to zachować, zatrzymać dla siebie. Piszę też z powodu radości, dobrego samopoczucia, pięknych obrazków, fajnych zdarzeń. Do tworzenia napędzają mnie również różne społeczne relacje, akcje, akty samouwielbienia tak mocno obecne w sieci, hejt, wykluczanie i poczucie wyobcowania. Lubię wypowiadać się w krótkich formach, dosadnie, konkretnie, ale stosuję też dłuższe teksty, aby podkreślić sens i przesłanie.

Facebook, jako medium, ma swoje specyficzne tempo i sposób konsumpcji treści. Dlaczego wybrała Pani tę, a nie inną platformę, do dzielenia się tak intymną formą sztuki, jaką jest poezja? Jaki jest dla Pani najważniejszy aspekt interakcji z czytelnikami – czy chodzi o wzbudzenie refleksji, poczucie wspólnoty, czy może to, że ich reakcje stanowią pewien rezerwuar inspiracji do dalszego pisania?

Początkowo publikowałam teksty na Instagramie, ale rozmywał się mi sens, ginął wśród pięknych obrazków. W końcu zapomniałam hasła do konta, spisałam teksty do zeszytu i założyłam tam nowy profil tylko do fotografii. Facebook towarzyszy mi od dawna. Ludzie przebiegają wzrokiem po publikacjach, wiadomościach, plotkach, sensacjach. Wiem, jak to działa. Ja do tekstów dodaję własne zdjęcia, nie korzystam z AI, ponieważ próbuję zachować przejaw prawdziwego życia. Jest dużo osób dzielących się poezją właśnie na FB, dołączyłam do nich. Moi czytelnicy to w większości inni piszący poezję lub prozę. Takie stały się dziwne czasy, że poetów czytają poeci. Poezja wymaga zatrzymania, refleksji, analizy, przeżycia. I to jest dla mnie najważniejszym aspektem interakcji z czytającymi. Owszem, miło jest otrzymać komentarz pisemny lub ustny, ale zdarza się to sporadycznie. Może dlatego, że każdy jest skupiony na sobie. Nie wiem. Zauważyłam, że często użytkownicy FB wolą udostępnić tekst jakiegoś guru poezji/prozy/wiedzy, niż samodzielnie napisać kilka zdań. Może stąd wynika nikłość komentarzy pod poezją.

Regularne uczestnictwo w konkursach internetowych świadczy o chęci konfrontacji swojej twórczości z szerszym gronem i oceną. Czego Pani szuka w tych konkursach – formalnego potwierdzenia wartości swojej poezji, motywacji do trzymania się określonych ram, czy jest to może test, jak Pani wrażliwy styl odbierany jest poza Pani stałą ,,facebookową” widownią?

Moja widownia jest bardzo mała, ponieważ nie narzucam siebie nikomu, nie walczę o czytelnika, nie zapraszam do grona znajomych ludzi, o których kompletnie nic nie wiem. Dołączyłam do kilku grup poetyckich, aby spojrzeć szerzej na współczesne pisarstwo. Codziennie pojawiają się nowe osoby i pokazują swoje talenty. Poezja nie powinna być oceniana, bo to pewien rodzaj sumienia, duszy, wnętrza kogoś, kto dzieli się sobą w sposób, jaki jest dla niego ważny. Owszem, są teksty głębokie, trudne, refleksyjne, ale są też teksty lekkie, relaksujące. Udział w konkursach/warsztatach poetyckich to okazja do rozwoju pióra, do zdobycia nowego doświadczenia, to szukanie sensu w tworzeniu kolejnych tekstów. I ważny kolejny powód to pisanie na narzucony temat, czyli dokonywanie zmian w impulsach twórczych, uruchamianie myślenia, szukanie spójności między tym, co mam w duszy, a tym, czego jeszcze nie odkryłam.

W Pani wierszach ujawnia Pani głębię bardzo osobistych, często bolesnych emocji. Jak udaje się Pani zachować równowagę pomiędzy głęboką emocjonalną otwartością w tekście a fizycznym ,,ukryciem” autorki? Czy to rozdwojenie między pisarką a osobą prywatną jest dla Pani wyzwalające, czy może bywają momenty, w których ta konieczność anonimowości staje się również artystycznym ograniczeniem?

Anonimowość ma pełnić rolę ochrony. Niedawno ktoś użył mojego imienia w komentarzu i poczułam się z tym źle. Jest to oznaką mojej słabości. W tekstach w sposób otwarty poruszam bardzo trudne emocje, których doświadczyłam, które mnie zmiatają z powierzchni i staję się pozbawiona siły do czegokolwiek. Napisanie o tym pomaga mi paradoksalnie w odzyskaniu równowagi, umożliwia spojrzenie na siebie z dystansu i zauważenie nowych dróg. Prawdziwa treść pozostaje we mnie, ale charakter utworu, użyte wyrazy, nastrój mówią o tym, czego nazywać otwarcie nie chcę, jeśli dotyczą mnie. ,,Ukryta w literach” to moje alter ego.

Pani język jest bardzo liryczny, pełen metafor i subtelnych odcieni znaczeń. Czy w dobie dynamicznego, często skrótowego języka Internetu, ma Pani wrażenie, że Pani forma wymaga od czytelnika większej uwagi i wrażliwości? Czy jest to docelowy zabieg, by spowolnić odbiór i zmusić do głębszej refleksji nad słowem, które w Pani wierszach jest tak pieczołowicie dobrane?

Ogólnie poezja wymaga spowolnienia w odbiorze, większej uwagi i wrażliwości. Myślę, że osoby, które szukają drogowskazów, emocji, ujścia dla własnych demonów, znajdują to w tekstach. Być może również w moich. Język, którym się posługuję, jest dla mnie właściwy, mój, bez specjalnych zabiegów, aby wywołać w czytelniku określone odczucia. Ja tak po prostu piszę.

Czy ,,Ukryta w literach” pozostanie projektem wyłącznie internetowym i anonimowym, czy myśli Pani o ewentualnym przekroczeniu tej granicy – na przykład o wydaniu tomiku wierszy pod pseudonimem albo zorganizowania wydarzenia, w którym głos autorki byłby anonimowy, ale jej obecność odczuwalna? Jakie są długoterminowe cele tej twórczości?

Kilka lat temu debiutowałam w antologii ,,Miłość w czasach fejskultury” u Kai Kowalewskiej, która jest dla mnie mistrzynią poezji i prozy, źródłem, z którego można czerpać w każdym momencie życia. Potem miałam pojawiać się w kolejnych, ale zrezygnowałam. Nie byłam wtedy ,,Ukrytą". O tomiku myślałam już dawno, ale byłoby to kilka sztuk – dla mnie i znajomych, którzy uważają, że piszę wartościowo i mądrze. Kilka osób pytało mnie, kiedy wydam poezję w okładkach. Dwa lata temu poczyniłam pierwsze teoretyczne kroki; wiedząc, że zakończę pracę zawodową i otrzymam pewną sumę pieniędzy, chciałam zorientować się w kosztach. Oczywiście skorzystałabym z wydawnictwa Kai Kowalewskiej, bo książki od Niej są dopieszczone i piękne. Niestety, rok temu odkryłam podróże zagraniczne i na to przeznaczyłam i przeznaczam środki finansowe. Być może powrócę do impulsu i pojawi się zbiór poetycki, ale na ten moment tego nie wiem. Jedna z osób uczestniczących w spotkaniach w Zielonych Wiosłach w Sieniawce proponowała mi kiedyś udział z podzieleniem się tym, co tworzę, ale nie podjęłam tego wyzwania. Jak długo będzie istnieć ,,Ukryta”? Może zawsze, może miesiąc, a może jutro ją dezaktywuję… Nie potrafię udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Czy sposób, w jaki tworzy Pani wiersze przeznaczone do natychmiastowej publikacji na Facebooku, różni się od ewentualnego pisania ,,do szuflady”? Czy świadomość, że tekst od razu trafi do odbiorcy i wywoła reakcję, wpływa na finalne szlifowanie, długość i ton poezji?

Gdy byłam bardzo młoda, czyli wieki temu, pisałam ,,do szuflady”, bo tylko taka opcja istniała. Teraz nie umiem tak pisać. Próbowałam stworzyć kilka zgrabnych emocjonalnie tekstów poetyckich na poczet ewentualnego tomiku i okazało się, że nie mam weny nad białą kartką w zeszycie ani w komputerze. To, co pojawia się na Facebooku, powstaje w parę chwil, a długość i ton zależą od bodźca, który mnie zainspirował.

W dobie algorytmów i zasięgów, czym dla ,,Ukrytej w literach” jest prawdziwy sukces artystyczny? Czy mierzy go Pani ilością polubień, komentarzy, zwycięstw w konkursach, czy może głębokim, intymnym uczuciem, że chociaż jeden wiersz dotknął kogoś i pomógł mu nazwać jego własną, skrywaną emocję?

W moim osobistym odczuciu nie odniosłam sukcesu i raczej go nie odniosę w spektakularnym znaczeniu tego słowa. Na pewno ,,lajki” i komentarze, a szczególnie ich ilość, nie świadczą o jakimkolwiek sukcesie w tym wymiarze. Ostatnio bardzo modne są koła wzajemnej adoracji, które generują zasięgi. Ja takiego koła nie posiadam i posiadać nie chcę. Mnie cieszy fakt, że ktoś czyta, ktoś udostępnia, ktoś docenia. Największym dobrem jest dla mnie znalezienie ujścia na to, z czym sobie słabo radzę, ponieważ pisać zawsze lubiłam i cieszę się, że ta umiejętność świadczy o mojej wrażliwości, że umiem ubrać w słowa to, co boli, co jest niesprawiedliwe lub co sprawia przyjemność i radość. Lubię być ,,Ukrytą w literach”. To dla mnie takie literackie odzienie.

Dziękuję. Ag No

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.