Niemieccy śledczy poinformowali o przełomie w sprawie potężnego wybuchu w przygranicznym Görlitz. Tragedia, w której zginęły trzy osoby, nie była nieszczęśliwym wypadkiem. Do eksplozji i zawalenia się kamienicy doprowadzili złodzieje złomu, którzy uszkodzili instalację gazową. W rękach policji jest dwóch podejrzanych, w tym 33-letni Polak. W trudnej akcji ratunkowej tuż po wybuchu pomagali strażacy ze Zgorzelca.
Poszukiwania w przygranicznym mieście, fot. archiwum KP PSP w Zgorzelcu
Do dramatycznych wydarzeń doszło 18 maja przy James-von-Moltke-Straße w Görlitz, zaledwie kilkaset metrów od polskiej granicy. Siła eksplozji była tak gigantyczna, że kilkupiętrowy budynek mieszkalny częściowo runął, grzebiąc pod gruzami lokatorów.
W katastrofie zginęły trzy osoby: dwie młode turystki z Rumunii (w wieku 25 i 26 lat) oraz 48-letni mężczyzna.
Z powodu bliskości granicy i ogromnej skali zniszczeń, niemieckie służby natychmiast poprosiły o wsparcie sąsiadów z Polski. W akcji ratunkowej i przeszukiwaniu gruzowiska ramię w ramię z niemieckimi kolegami brali udział strażacy z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Zgorzelcu. Przez wiele godzin, w skrajnie niebezpiecznych warunkach, polscy ratownicy pomagali w odgruzowywaniu budynku i lokalizowaniu poszkodowanych.
Choć początkowo zakładano awarię sieci, szczegółowa analiza techniczna uszkodzonych rur gazowych zszokowała śledczych. Prokuratura i policja w Görlitz oficjalnie zmieniły kwalifikację czynu – katastrofę wywołali ludzie, a motywem był rabunek.
Zarzuty w tej sprawie usłyszały dwie osoby dobrze znane lokalnej policji z wcześniejszych kradzieży: 33-letni Polak (Bartosz K.) i 27-letni obywatel Afganistanu (Zolmai K.)
Z ustaleń śledztwa, o których informuje m.in. niemiecki dziennik „Bild”, wynika, że mężczyźni weszli do budynku w poszukiwaniu cennych przedmiotów, kabli oraz miedzianych rur. Podejrzani podjęli próbę wycięcia elementów instalacji. Podczas przecinania miedzianej rury doprowadzili do gwałtownego rozszczelnienia i ulatniania się gazu.
Gdy sprawcy zorientowali się, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, spanikowali i uciekli z kamienicy, zostawiając syczący gaz w zamkniętym budynku. Kamera monitoringu zlokalizowana niedaleko przejścia granicznego zarejestrowała później jednego z mężczyzn uciekającego na rowerze w stronę Polski. Kilka godzin później nagromadzony gaz eksplodował.
Obaj podejrzani zostali już zatrzymani i decyzją sądu trafili do aresztu śledczego. Niemiecka prokuratura zarzuca im wywołanie katastrofy budowlanej oraz nieumyślne spowodowanie śmierci trzech osób. Grozi im wieloletnie więzienie.