Stowarzyszenie Turystyki Rekreacyjnej „BOG-TUR” 22 listopada rozpoczęło wyprawę pod hasłem „Jesienny liść tym razem w zimowej scenerii”, która okazała się niezapomnianym spotkaniem jesieni z zimą. Choć kalendarz wskazywał jeszcze jesień, Izery przygotowały dla nas wyjątkową niespodziankę: surową, piękną i niezwykle fotogeniczną zimę w pełnej krasie.

Nasza trasa rozpoczęła się od wejścia na Izery (1122 m n.p.m.), co w warunkach świeżego śniegu było nie lada wyczynem. Im wyżej podchodziliśmy, tym bardziej zmieniał się krajobraz. Jesienne barwy stopniowo ustępowały miejsca bieli i szronowi. Drzewa, niczym rzeźby, przystrojone były grubą warstwą szadzi, która w świetle dnia mieniła się jak kryształowe pióra. Każdy krok po miękkim, świeżym śniegu wydawał charakterystyczne chrupnięcie, tworząc zimową muzykę wędrówki.

Panowała niemal absolutna cisza, przerywana jedynie naszym oddechem i przesypującymi się drobinkami śniegu po grzbietach. Widoki z wyższych partii Izerów zapierały dech w piersiach: białe, rozległe połacie i ośnieżone szczyty układały się w krajobraz przypominający daleką północ. W oddali wyróżniały się majestatyczne skały Frydlantskiego Cimbuří, otulone gęstą warstwą śniegu niczym strażnicy zimowego królestwa.

Po krótkim odpoczynku rozpoczęliśmy zejście, które w tej części Izerów nie należy do najłatwiejszych. Fragment wyposażony w klamry i łańcuchy w warunkach zimowych zamienia się w odcinek o podwyższonym stopniu trudności. Śliska skała pod cienką warstwą śniegu i lodu wymagała precyzji, pewnego chwytu i skupienia. Mimo trudnych warunków wszyscy uczestnicy przeszli ten fragment z rozwagą i świetną kondycją. Dla wielu był to jeden z najbardziej emocjonujących momentów tej wyprawy – prawdziwa górska przygoda, której nie zapomina się szybko.

Po pokonaniu najbardziej wymagającej części ruszyliśmy dalej, kierując się ku Czarnemu Potokowi. Wraz z utratą wysokości krajobraz zaczął się subtelnie zmieniać. Zimowa dominacja ustępowała nieco miejsca resztkom jesieni: spod białej warstwy śniegu wychylały się żółte i brązowe liście, tworząc malarskie połączenie dwóch pór roku. Sam Czarny Potok prezentował się bajecznie. Na wystających kamieniach pojawiały się pierwsze lodospady i sople, zapowiadające nadejście pełnej, mroźnej zimy. Szum wody mieszał się z miękkim dźwiękiem śniegu pod naszymi butami, tworząc wyjątkową atmosferę kończącego się dnia.

Ostatni odcinek trasy prowadził w stronę Hejnic. Wędrówka łagodniała, a zimowe akcenty stały się spokojniejsze i bardziej rozproszone. Po przejściu około 15 kilometrów dotarliśmy do celu, niosąc ze sobą zmęczenie, ale też ogrom satysfakcji i niezliczone wrażenia.

Ta wyprawa po raz kolejny pokazała, że góry potrafią zaskoczyć nawet tych, którzy znają je od lat. Jesień i zima spotkały się w idealnym momencie, pozwalając nam przeżyć coś wyjątkowego, pełnego uroku, surowego piękna i górskiej przygody.

Relacja: Barbara Otrociuk

Zdjęcia: Marzena Drozdowska

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.