Dyrektor placówki Paweł Juszyński w radiowym wywiadzie dla Radia o Wrocław opowiadł kondycji szpitala. Mieszkańcy boją się utraty dostępu do opieki medycznej.
Szpital Bogatyni, fot. archiwum
W czwartek, 6 sierpnia, Radio Wrocław nadawało na żywo z Bogatyni w ramach audycji „Para dla Dolnego Śląska”. Jednym z najważniejszych tematów rozmów był dramatyczny stan szpitala gminnego. Dyrektor placówki Paweł Juszyński nie ukrywał, że sytuacja jest najgorsza od lat. Dług przekroczył już 30 milionów złotych, a kolejne plany naprawcze i restrukturyzacja nie przyniosły trwałej stabilizacji.
Burmistrz Bogatyni Wojciech Dobrołowicz w jednej z wcześniejszych wypowiedzi stwierdził, że w szpitalu „tak źle jeszcze nie było”. Dyrektor Juszyński potwierdził tę diagnozę w rozmowie z dziennikarzami Radia Wrocław.
– Szpitalowi jako takiemu nie grozi likwidacja, ponieważ SPZOZ z mocy przepisów prawa nie może być zlikwidowany. Muszą następować pewne procesy, które już się toczą od kilku lat poprzez realizację planów naprawczych – mówił Juszyński. Dodał jednak, że efekty tych działań są tylko częściowe.
Główne przyczyny kryzysu to – według dyrektora – chroniczne niedofinansowanie ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia, rosnące koszty świadczeń oraz kolejne regulacje ustawowe (m.in. dotyczące wynagrodzeń). Szczególnie mocno uderza to w małe szpitale.
– Realizacja świadczeń jest coraz droższa z roku na rok. Szereg mechanizmów wprowadzonych ustawowo […] szczególnie małe szpitale są odciągane. Chcąc realizować wymogi NFZ-u, musimy te świadczenia realizować, co jest potężnym, olbrzymim kosztem – tłumaczył.
W ostatnich latach szpital przeszedł już poważne cięcia. Zlikwidowano oddział położniczy, przeprowadzono restrukturyzację ginekologii. Mimo to dług nadal rośnie.
Dyrektor przyznał, że obecnie rozważane są różne scenariusze, w tym możliwość połączenia (konsolidacji) z innymi placówkami – m.in. w Bolesławcu lub Zgorzelcu.
– Jesteśmy otwarci na szereg propozycji, będziemy je analizować i szukać jak najbardziej dogodnego rozwiązania, żeby mieszkańcy czuli się bezpieczni i zaopiekowani – zapewnił. Jednocześnie zaznaczył, że nie potrafi jeszcze powiedzieć, jak konkretnie miałoby wyglądać takie połączenie i które oddziały (w tym SOR) pozostałyby w Bogatyni.
– Moje propozycje będą takie, żeby mechanizm kosztowy w pewnym momencie zaczął się spinać i bilansować, żebyśmy nie ciągnęli długu, który w pewnym momencie z przyczyn czysto ekonomicznych pociągnie szpital – podkreślił Juszyński.
Decyzje w sprawie dalszych losów placówki mają zapaść do końca roku. Jeśli nie dojdzie do porozumienia z organem tworzącym, konieczne będzie przygotowanie kolejnego planu naprawczego.
Podczas audycji głos zabrali także mieszkańcy Bogatyni. Ich opinie były jednoznaczne – szpital jest potrzebny i powinien pozostać w mieście.
– Myślę, że zaczyna padać jak wszystkie szpitale w całej Polsce – powiatowe i miejskie. […] Na pewno lepiej jest mając chorego czy samemu być chorym, jak bliżej od domu niż 30 kilometrów – mówiła jedna z rozmówczyń.
Inna dodała:
– Szpital w Bogatyni powinien pozostać. Potrzebny jest dla miasta i gminy. […] Nawet z zawałem to szybciej przyjadą do Bogatyni niż do Zgorzelca.
Sytuacja bogatyńskiego szpitala wpisuje się w szerszy problem małych placówek medycznych w Polsce, które zmagają się z niedofinansowaniem i rosnącymi kosztami. Dla mieszkańców miasta położonego na trójstyku granic utrata lokalnego szpitala oznaczałaby realne pogorszenie dostępności opieki zdrowotnej.
Dyrektor Juszyński zapewnia, że priorytetem pozostaje bezpieczeństwo pacjentów i utrzymanie świadczeń. Czy uda się znaleźć trwałe rozwiązanie przed końcem roku – pokażą najbliższe miesiące.