Kiedy dziesięć lat temu marzył o mikrofonie komentatora sportowego, nie przypuszczał, że jego przeznaczeniem stanie się obiektywizm aparatu. Dziś Maciek Czyżewski to jedno z najgorętszych nazwisk w polskiej fotografii koncertowej. Ma na swoim koncie współpracę z oficjalnym media teamem Open’er Festival, dokumentowanie spektakularnej, stadionowej trasy Dawida Podsiadło „Obrotowy Tour 2026”, a jego kadry doceniają światowe legendy, z Robertem Smithem z The Cure na czele. W szczerej rozmowie opowiada o kulisach pracy na największych festiwalach, cenie, jaką płaci się za życie w trasie, i o tym, dlaczego warto porzucić myślenie o „szklanym suficie”.

Maciej Czyżewski podczas pracy fot. Marta Kacprzak 

bogatynia.info.pl: Maćku, kiedy rozmawialiśmy równe 10 lat temu, Twoim wielkim marzeniem było zostanie komentatorem sportowym na antenie Eurosportu. Dziś zamiast mikrofonu trzymasz w ręku profesjonalny aparat. Kiedy i jak nastąpił ten przełom, w którym sport ustąpił miejsca fotografii?

Maciej Czyżewski: Sport dalej jest istotną rzeczą w moim życiu, ale z pozycji kibica. Ze względu na zobowiązania zawodowe – szczególnie w letnim sezonie koncertowo-festiwalowym – mogę śledzić jedynie wyniki i skróty.

Fotografią zacząłem interesować się w ostatniej klasie liceum. Wtedy jednak robiłem zdjęcia głównie telefonem. W 2016 roku kupiłem swój pierwszy aparat i zarzekałem się, że nie będę robił zdjęć ludziom, bo bardzo mnie to stresowało. Skupiałem się głównie na okolicznych krajobrazach, ale później otworzyłem się bardziej na portrety, łapiąc w kadrze rodzinę i znajomych.

Wydaje mi się, że przełomem był rok 2019, kiedy zwiedziłem 12 krajów, mocno wsiąkając w społeczność fotografów podróżniczych. Poznałem wtedy mnóstwo wspaniałych osób, które uświadomiły mi, że to może być coś więcej niż hobby. Na 2020 rok miałem bardzo dużo podróżniczych planów, ale pandemia uniemożliwiła ich realizację i trzeba było odłożyć je na później. Na początku 2021 roku przeprowadziłem się do Warszawy, szukając nowych wyzwań, ale też zaliczając kryzys twórczy – byłem bliski odłożenia aparatu na półkę.

Wszystko zmienił koncert Mroza na warszawskich Letnich Brzmieniach, na który dostałem akredytację. Już po pierwszym koncercie wiedziałem, że fosa (potoczne określenie na przestrzeń pomiędzy sceną a publicznością) to moje miejsce, a to, co wydarzyło się później, to już historia.

Twoje ostatnie projekty robią ogromne wrażenie. Ostatnio byłeś członkiem oficjalnego media teamu podczas tegorocznego Open’er Festival. Jak wygląda praca przy tak gigantycznym wydarzeniu od kuchni?

Niespełna rok po fotografowaniu swojego pierwszego koncertu dostałem zaproszenie do współpracy przy Open'erze, co było dla mnie ogromnym zaskoczeniem i wyróżnieniem. To była już czwarta edycja, przy której pracowałem. Największą wartością dla mnie jest współpraca z innymi fotografami, których podziwiałem na początku swojej drogi, a teraz mogę ich nazwać przyjaciółmi. Wewnątrz naszej ekipy zawsze mamy świetną atmosferę, bo po prostu kochamy to, co robimy.

Open'er to gigantyczne przedsięwzięcie – jeden z największych festiwali w Europie. W tym roku w ciągu 4 dni bawiło się na nim około 140 tysięcy osób, a do jego obsługi zatrudnionych było około 9 tysięcy osób. Praca na festiwalu to znacznie więcej niż fotografowanie samych koncertów, które stanowią jakieś 30–40% całej pracy. Oprócz nich jest jeszcze fotografowanie festiwalowiczów, klimatu wydarzenia, licznych stref partnerskich i wydarzeń, które się na nich dzieją. Dlatego cały team foto liczy zazwyczaj około 15 fotografów.

Praca na festiwalu, oprócz możliwości fotografowania i poznania na backstage'u swoich ulubionych artystów, to spory wysiłek. Zaczynając od godziny 14:00, biegamy po całym terenie do późnych godzin nocnych, a czasem nawet do rana, edytując zdjęcia w formie live, żeby jak najszybciej mogły pojawić się na festiwalowych social mediach. W tym roku po raz kolejny mogłem doświadczyć wschodu słońca na terenie festiwalu, wychodząc z niego o 5:30 rano. Tak jak już wspominałem – to praca dla ludzi, którzy totalnie kochają muzykę.

Maciej Czyżewski podczas pracy fot. Marta Kacprzak 

Tuż przed Open'erem dokumentowałeś też niezwykle głośną trasę koncertową Dawida Podsiadło – „Obrotowy Tour 2026”. Jak współpracuje się z topowym polskim artystą na tak wielką skalę i co było podczas tej trasy największym wyzwaniem?

To była już druga okazja do współpracy z Dawidem i jego teamem. W zeszłym roku byłem częścią ekipy pracującej przy festiwalu Zorza. Jednak mimo podobnej skali, to koncerty stadionowe są jeszcze większym wyzwaniem – szczególnie że scena była okrągła, a Dawid poruszał się po niej bardzo dynamicznie. Na szczęście nie byłem tam sam. Wewnątrz naszego teamu zawsze planowaliśmy wszystko przed koncertem, żeby każdy moment był złapany i udokumentowany z różnych perspektyw. To była niesamowita przygoda – być częścią tak wielkiego i pięknego wydarzenia.

Największym wyzwaniem było łączenie obowiązków trasowych z innymi zobowiązaniami. W międzyczasie byłem też częścią teamu pierwszej edycji rockowo-metalowego festiwalu Summer Punch. Letni sezon to czas, gdzie każda dodatkowa godzina snu jest na wagę złota. ;)

Wiele osób, patrząc na Twoje zdjęcia, mówi wprost: „to dzieła sztuki”. Jak opisałbyś swój unikalny styl i skąd czerpiesz inspiracje do łapania tak niesamowitych momentów w kadrze?

W swoich zdjęciach zdecydowanie stawiam na to, żeby jak najlepiej pokazać klimat danego koncertu. Lubię też – jak to określam – „wchodzić artystom pod skórę”, odzwierciedlając emocje, które towarzyszą im w trakcie występów.

Dużo zależy też od produkcji – im bardziej efektowna scenografia, światło czy choreografia, tym łatwiej zrobić lepszy materiał. Najlepiej fotografuje mi się zespoły i artystów, których jestem fanem i mam z nimi silny stosunek emocjonalny. Słyszałem to niejednokrotnie po publikacji zdjęć z koncertów np. Eda Sheerana, Twenty One Pilots, Aurory czy Florence + The Machine z ostatniego Open'era.

Często robię research przed koncertem, żeby wiedzieć, czy w trakcie trzech pierwszych utworów (bo takie zasady najczęściej obowiązują, jeśli nie pracujesz bezpośrednio z artystą) dzieje się coś szczególnego, by móc to złapać z jak najlepszej perspektywy. Ale wiadomo, że planowanie to jedno, a refleks i oko są w tym przypadku najważniejsze.

Fotografia koncertowa i festiwalowa z boku wygląda często jak świetna zabawa i darmowy bilet do stref VIP. Ile w tym prawdy, a ile nieprzespanych nocy, presji czasu i godzin spędzonych na selekcji i obróbce materiału?

Tak jak już wspominałem, koncerty i festiwale to praca tylko dla ludzi, którzy jarają się muzyką i są w stanie wiele poświęcić. Trzeba w tym wszystkim zachować balans, bo bez niego droga do wypalenia jest bardzo kurka.

Od prawie 4 lat w trakcie wakacji właściwie każdy weekend miałem podporządkowany koncertom i festiwalom, łącząc to z pracą na etacie, która z fotografią nie miała wiele wspólnego. Od lutego tego roku jestem w stu procentach freelancerem, ale aktualnie też ciężko znaleźć mi czas nawet na szybki wypad ze znajomymi. Łącznie od 2022 roku fotografowałem ponad 20 festiwali i blisko 500 koncertów. Kosztowało to wiele wyrzeczeń, ale zdecydowanie było warto!

Maciej Czyżewski podczas pracy fot. Marta Kacprzak 

Bardzo prężnie działasz na Facebooku i Instagramie, gdzie można na bieżąco śledzić Twoje wizualne pamiętniki z tras. Jak dużą rolę w budowaniu Twojej dzisiejszej pozycji zawodowej odegrały media społecznościowe?

W głównej mierze to właśnie dzięki social mediom jestem tu, gdzie jestem. Poznając innych fotozajawkowiczów z całej Polski, a czasem nawet z dalszych zakątków świata, zrozumiałem, że nawet pochodząc z mniejszej miejscowości, można robić naprawdę duże i ciekawe rzeczy.

Bawi mnie określenie „poczta pantoflowa”, ale to właśnie ona doprowadziła mnie tutaj. Bardzo lubię działać w dużych ekipach i poznawać nowych ludzi. Zawsze byłem gadułą i jako dziecko nie raz dostawałem za to po głowie, a teraz jest to jednym z moich największych atutów. :)

Mając na koncie tak ambitne projekty muzyczne, na pewno przeżyłeś mnóstwo niesamowitych chwil. Czy jest jedno konkretne zdjęcie (lub moment zza obiektywu) z Twojej dotychczasowej kariery, z którego jesteś najbardziej dumny?

Ciężko wybrać jeden moment, bo było ich mnóstwo, ale wydaje mi się, że fotografowanie całego koncertu (pozostali fotografowie mogli to robić tylko przez pierwsze 3 utwory i na bis) powracającego w nowym składzie zespołu Linkin Park jest takim highlightem, który zostanie ze mną do końca życia.

Ogromnym wyróżnieniem było też fotografowanie tegorocznego występu Florence + The Machine, gdzie również byłem jedynym fotografem, a moje zdjęcia pojawiły się w brytyjskim serwisie NME, social mediach artystki oraz projektanta, którego kreację miała na sobie w trakcie występu. Muszę też wspomnieć o niedawnej publikacji mojego zdjęcia na profilu zespołu The Cure, które wybrał sam legendarny Robert Smith.

Ten rok jest naprawdę bardzo mocny, bo miałem możliwość spotkania na backstage'u z dwojgiem artystów nominowanych w kategorii Best New Artist nagród Grammy – Sombré i Olivią Dean, których autografy mam na winylach. Nawet teraz, kiedy to piszę, cały czas się dziwię, że to wszystko się wydarzyło.

Jesteś absolwentem naszej lokalnej szkoły i dumą Bogatyni. Czy w nawale pracy przy największych krajowych projektach znajdujesz jeszcze czas, by wracać w rodzinne strony?

Zawsze staram się przyjeżdżać, jak tylko mam więcej wolnego. Aktualnie jednak udaje mi się to 2–3 razy do roku, głównie na święta i imprezy rodzinne.

Co doradziłbyś młodym ludziom z Bogatyni i okolic, którzy mają wielkie marzenia, kochają sztukę wizualną i chcieliby w przyszłości wejść do profesjonalnego świata mediów?

Wydaje mi się, że porzucenie przekonania o istnieniu szklanego sufitu najbardziej otworzyło mi głowę. Możliwe, że miałem dużo szczęścia do sytuacji i ludzi na swojej drodze, ale wykonałem też ogromną pracę, żeby być tu, gdzie jestem.

Najważniejsze to po prostu działać. Ja zaczynałem od fotografowania telefonem, kiedy social media dopiero się u nas rozwijały. Teraz jest dużo więcej możliwości, ale właśnie przez to konkurencja jest jeszcze większa. Wypracowanie swojego własnego stylu trwa latami, dlatego najważniejsze to robić swoje, być cierpliwym, pokornym i się nie poddawać (śmiech).

Open’er i wyprzedane stadiony z Dawidem Podsiadło to potężne pozycje w portfolio. Jakie są kolejne cele, wyzwania i fotograficzne marzenia Maćka Czyżewskiego? Co jeszcze chciałbyś „ustrzelić” swoim aparatem?

Oprócz pracy przy koncertach i festiwalach działam też z zespołami i artystami na planach teledysków – tworząc głównie fotosy, okładki do ich singli, a czasem nawet same klipy. W tym roku zrealizowaliśmy razem z mega zdolnym bogatynianinem – Szymonem Justyńskim – sesję okładkową do jego albumu „Last Romantic Warrior”. Chętnie zrealizowałbym więcej takich projektów.

Bardzo chciałbym wyjść też szerzej ze swoją pracą, nie ograniczając się tylko do naszego rynku. Marzy mi się europejska albo nawet światowa trasa z dużym artystą. Mam przyjaciela, Huberta, który został fotografem autora megahitu „Daylight” – Davida Kushnera. Patrząc na ostatnie 4 lata, wypada po prostu robić swoje i czekać na okazję, która być może czai się gdzieś za kolejnym zakrętem.

Podziel się ze znajomymi!

W celu zapewnienia jak najlepszych usług online, ta strona korzysta z plików cookies.

Jeśli korzystasz z naszej strony internetowej, wyrażasz zgodę na używanie naszych plików cookies.