Temat bogatyńskich podziemi, który od miesięcy gości na łamach portalu bogatynia.info.pl, doczekał się właśnie przełomowej kontynuacji. Wiesław Zbyszyński, w swojej najnowszej serii materiałów wideo opublikowanych na YouTube, rzuca wyzwanie dotychczasowej wiedzy historycznej o naszym mieście, prezentując dokumenty, które przez dekady spoczywały w mrokach archiwów. Najważniejszym wnioskiem płynącym z tej publikacji jest niemal pewne istnienie drugiej, nigdy nieodkrytej kondygnacji podziemnej pod terenem dawnej „Bawełnianki” i obecnego GS-u.
Czy pod budynkami są ukryte tajemnice?, fot. archiwum bogatynia.info.pl/B. Waniowski
Fundamentem tych rewelacji są raporty z 1948 roku, sporządzone przez Przedsiębiorstwo Poszukiwań Terenowych z Wrocławia. Wynika z nich, że tuż po wojnie polskie władze doskonale zdawały sobie sprawę z ogromu niemieckiej infrastruktury. Kluczową postacią był wówczas nurek Kazimierz Stasiak, który podjął się ryzykownej misji penetracji zalanych korytarzy. Jego relacje opisują nie tylko rozległe hale produkcyjne o powierzchniach sięgających 80 metrów kwadratowych, wypełnione pozostawionymi w pośpiechu tokarkami i skrzyniami z amunicją, ale przede wszystkim wskazują na istnienie klatki schodowej z metalowymi stopniami. Według nurka schody te prowadziły na niższy poziom, jednak wejście to zostało skutecznie zablokowane przez potężny zawał, którego charakter – naturalny bądź celowy – do dziś pozostaje zagadką.
Potwierdzenie teorii o celowym zatarciu śladów przez wycofujące się oddziały niemieckie przynoszą dokumenty Służby Bezpieczeństwa z 1979 roku, które Wiesław Zbyszyński analizuje w czternastej części swojej serii. Zawierają one zeznania robotników przymusowych, w tym Henryka Żabickiego i Anny Talarek, którzy w lutym 1945 roku byli świadkami nadzwyczajnej aktywności jednostek SS. Świadkowie ci, zamknięci w drewnianym magazynie, obserwowali przez szpary w deskach, jak esesmani pod ścisłym nadzorem rozładowywali kolumny ciężarówek wypełnionych metalowymi i drewnianymi skrzyniami. Wszystkie te ładunki znikały w podziemnym wjeździe, a operację zakończyła potężna detonacja, która wstrząsnęła całą okolicą. To właśnie ten wybuch miał pogrzebać wejście na niższy poziom, chroniąc zawartość skrytki przed nadciągającą Armią Czerwoną.
Równie intrygujące są szczegóły dotyczące technicznej infrastruktury obiektu, w tym analiza szybu wentylacyjnego, który pierwotnie brano za zwykłą studzienkę. Aby go otworzyć, konieczne było sprowadzenie ciężkiego sprzętu ze Zgorzelca, a po podniesieniu betonowej płyty oczom badaczy ukazał się szyb o głębokości aż 40 metrów. Tak znaczna głębokość jest technicznie nieuzasadniona przy istnieniu tylko jednego poziomu piwnic, co stanowi kolejny pośredni dowód na istnienie znacznie głębszego kompleksu. Wewnątrz szybu odkryto instalacje sugerujące, że podziemia mogły pełnić funkcję fabryki amunicji zbrojeniowej pod szyldem Deutsche Sprengheime GmbH, gdzie pracowano nad technologiami wymagającymi stałego i wydajnego systemu wentylacji.
Wiesław Zbyszyński ujawnia także, że w 1979 roku polskie służby bezpieczeństwa oraz kontrwywiad pod dowództwem majora Stanisława Siorka planowały szeroko zakrojoną operację odgruzowania i osuszenia tych terenów, widząc w tym szansę na spektakularne znalezisko o znaczeniu państwowym. Niestety, skomplikowana sytuacja polityczna oraz późniejsze przemiany ustrojowe doprowadziły do zaniechania wszelkich prac, a temat został zamieciony pod dywan na kolejne dziesięciolecia. Dziś, dzięki zaangażowaniu lokalnych pasjonatów i publikacji nowych dowodów, sprawa bogatyńskich podziemi przestaje być jedynie miejską legendą, a staje się konkretnym wyzwaniem dla historyków i archeologów, na które – jak pokazała ankieta na naszym portalu – czekają niemal wszyscy mieszkańcy Bogatyni.
Link do filmów: https://youtube.com/@martinderex8447?si=OBqXL7Z6jEBqfhAe