Niegdyś z Frýdlantu do Niemiec prowadziły trzy różne linie kolejowe. Dziś nie kursuje żadna. Czeski aktywista i samorządowiec Matej Hollan bije na alarm i kreśli wizję regionu, który zamiast być wykluczonym „końcem świata”, staje się zintegrowanym centrum europejskiego trójstyku. Kluczem do sukcesu ma być odważna rewitalizacja połączeń z Polską i Niemcami.
Dawny dworzec kolejowy na rogatkach Hermanic i Bogatyni, fot. archiwum
Krajobraz cypla frydlanckiego, Gór Izerskich i okolicznych buczyn zapiera dech w piersiach, jednak historia i polityka XX wieku obeszły się z tym miejscem brutalnie. Po wysiedleniu Niemców, przesunięciu granic Prus i klinie wbitym przez polski Turów, region stał się komunikacyjną pustynią. Zdaniem Hollana jedynym ratunkiem jest całkowita integracja transportowa Czech, Polski i Saksonii.
Jednym z najbardziej ambitnych projektów jest odnowienie linii wąskotorowej łączącej Frýdlant z Żytawą (Zittau). Choć na drodze historycznej trasy stoi dziś kopalnia Turów, aktywista patrzy w przyszłość.
„Za 20 lat wydobycie w Turowie się skończy. To czas na rewitalizację i turystyczną transformację” – przekonuje Hollan.
Obecnie wąskotorówka po niemieckiej stronie cieszy się ogromną popularnością, wożąc turystów pod samą czeską granicę do miejscowości Oybin i Jonsdorf. Po czeskiej stronie, we Frýdlancie, pozostałości dawnej świetności niszczeją, mimo wysiłków lokalnych stowarzyszeń. Hollan sugeruje, by nie czekać dwóch dekad, lecz już teraz rozmawiać z polską Bogatynią o dociągnięciu torów przynajmniej do Markocic. Turystyczny potencjał połączenia parowego przez trzy kraje określa mianem „bomby”.
Hollan osobiście przetestował obecne możliwości przemieszczania się po regionie. Jego relacja przypomina bieg survivalowy: od podróży pociągiem Trilex, przez nielegalne przekraczanie mostu kolejowego na Nysie między Hirschfelde a Trzcińcem, aż po ucieczkę przed polską strażą przemysłową w okolicach elektrowni Turów.
Podczas swojej wyprawy odwiedził Bogatynię, zachwycając się zespołami domów przysłupowych, które mimo upływu lat wciąż świadczą o dawnej świetności miasta. Zwrócił uwagę, że polska strona deklaruje chęć przywrócenia połączeń do Bogatyni, co otwiera nowe perspektywy dla całego regionu.
O ile wąskotorówka to projekt głównie turystyczny, o tyle połączenie Frýdlant – Görlitz to paląca potrzeba dla tysięcy pracowników i uczniów. Obecnie pociągi do Zgorzelca nie kursują, mimo że od lat figurują w planach Kraju Libereckiego.
Najważniejsze punkty planowanej modernizacji to Zawidów jako stacja węzłowa. Trwają tam prace budowlane, a Polska planuje przywrócenie ruchu pod koniec 2026 roku. Dzięki nowemu łącznikowi, mieszkańcy Frýdlantu mogliby dotrzeć nad to ogromne, zrekultywowane jezioro Berzdorfer w zaledwie 25 minut. Samorządowiec postuluje, by połączenia kolejowe zastąpiły niewydolne linie autobusowe, które obecnie jadą zbyt długo i omijają kluczowe punkty aglomeracji Görlitz.
Matej Hollan nie ma wątpliwości – czas przestać traktować granice jako bariery. Pierwsze kroki już poczyniono, m.in. wprowadzając autobusową linię 692 (Frýdlant – Bogatynia – Żytawa) w systemie IDOL. To jednak wciąż za mało.
Dla aktywisty sprawa jest jasna: tylko sprawna, zintegrowana kolej może sprawić, że cypel frydlancki przestanie być „ślepą uliczką” Europy, a stanie się dynamicznym miejscem spotkań trzech narodów. Kolej na trójstyku to nie tylko sentyment do pary i gwizdka – to realna szansa na rozwój gospodarczy i turystyczny, który nie zna granic.